Pro Medico
•
listopad 2014
24
uwaga: agresja
Lekarzom przydałoby się aikido
ciąg dalszy ze str. 23
no do Gandhiego przyszedł kiedyś płatny
morderca, wyciągnął rewolwer i powie-
dział: „zabiję cię”. Gandhi zapytał: „dlacze-
go to robisz?”Człowiek powiedział mu:„bo
nie mam na życie”. Gandhi w tymmomen-
cie roztkliwił się. Płatnemu mordercy re-
wolwer wypadł z rąk. Rozumiem, że lekarz,
który przyjmuje 24 pacjenta w ciągu dnia
może nie mieć siły, by znaleźć w sobie du-
chowość Gandhiego, ale pewne ćwiczenia
sztuki aikido mogą mu się okazać przy-
datne. W sytuacji agresji pacjenta nie mo-
żemy go karać, lepiej potraktować go jak
bezradne dziecko – przykucnąć przy nim
i zapytać:„dlaczego?”
– Zatem o jakich zasadach należy pa-
miętać, mając do czynienia z osobą
agresywną?
– Na zmniejszenie prawdopodobieństwa
agresji ze strony pacjenta może wpłynąć
naturalny autorytet lekarza. Spójność we-
wnętrzna manifestująca się w postawie
lekarza spowoduje, że pacjent zastanowi
się, zanim zachowa niestosownie. Z ba-
dań tzw. neuronauki wynika, że wpływma
sposób zachowania lekarza, jego ton gło-
su, postawa ciała (sztywna i wyprostowa-
na, lub zrelaksowana i skoncentrowana).
Podkorowo, na poziomie pierwotnych im-
pulsów, z poziomu dziecięco-zwierzęcego
pacjent czyta z sylwetki lekarza, czy ma
siłę wewnętrzną, czy może sam jest czło-
wiekiem zestresowanym lub napiętym,
dumnym lub wyższościowym. Sylwetka
lekarza wpływa w dużym stopniu na to,
jak pacjent go odbiera, jak będzie się po-
tem wobec niego zachowywał.
Możemy też mówić o trzech uniwersal-
nych momentach w trakcie spotkania pa-
cjenta z lekarzem, które mają szczególny
wpływ na to, jak pacjent zachowuje się
w tej relacji, na ile czuje się rozumiany, na
ile będzie współpracował i przestrzegał
zaleceń.
Pierwszy element to pierwsze wrażenie
– moment dostrojenia się lekarza do pa-
cjenta. Jedni oczekują bardzo rzeczowej
rozmowy, inni wymagają bardziej empa-
tycznego podejścia. Pierwsi szukają roz-
wiązania, a drudzy poszukują pocieszenia.
Z każdym z tych pacjentów należy od
początku inaczej rozmawiać. Lekarze z du-
żym doświadczeniem wyczuwają, z któ-
rym pacjentem mają do czynienia i potra-
fią nawiązać rozmowę„jego językiem”.
Drugi moment – moim zdaniem, bardzo
ciekawy – dotyczy trybu podejmowania
decyzji. Otóż są pacjenci, którzy potrze-
bują przedyskutować nie tylko kwestie
podjętej kuracji, ale także to, dlaczego
taka diagnoza jest przyjęta przez lekarzy,
dlaczego i jakie badania maja być podję-
te. Są tacy, którzy chcą mieć wpływ na to,
jaką decyzję podejmie lekarz. Są w końcu
i tacy, którzy wolą, by lekarz arbitralnie
zdecydował za nich. Co ciekawe, z badań
wynika, że nie ma dowodów na wyższość
podejścia partnerskiego nad podejściem
bardziej apodyktycznym. Wszystko zależy
od tego, z jakiego rodzaju oczekiwaniami
pacjenta mamy do czynienia, od wyczu-
cia lekarza i jego umiejętności wczucia
się w rolę. Natomiast jak rozpoznać, „styl
decyzyjny pacjenta”? Można go wysondo-
wać pytaniem: „czy pani chciałaby jeszcze
jakichś informacji?”, „czy pani chce, bym
objaśnił powody mojej decyzji?” – jedni
będą chcieli być szczegółowo informowa-
ni – inni zadeklarują gotowość do działa-
nia bez potrzeby wyjaśnień.
Trzeci ważny moment dotyczy podsu-
mowania. Z badań wynika, że przecięt-
ny człowiek z wiadomości czy serwisów
informacyjnych jest w stanie zapamię-
tać 1-3 informacje – najczęściej pogodę
i wynik meczu. Podobnie rzecz się ma
z pacjentem, nie zapamięta więcej niż 2-3
wskazania. Jeśli lekarz przekazuje zbyt
wiele informacji dotyczących badań, le-
ków, trybu życia i nie podsumuje całości
jakimś prostym schematem, to pacjent
się w tym zgubi. Zacznie się wzmagać
u niego poczucie bezradności, które może
doprowadzić do biernej agresji, zapomni
o wskazaniach, nie dostosuje się do nich,
będzie źle współpracować z lekarzem.
Podsumowując: najważniejsze jest pierw-
sze wrażenie i nastawienie lekarza, jego
postawa duchowa. Potem dostrojenie,
tryb podejmowania decyzji oraz podsu-
mowanie – adekwatne do możliwości
poznawczych pacjenta, tak proste, jak to
możliwe.
– Rozmawiamy o tym, jak lekarz może
obronić się przed agresją… Ale pod-
stawowe pytanie powinno brzmieć: jak
pomóc pacjentowi, by potrafił nad sobą
panować?
– By pomóc pacjentowi panować nad
sobą, musimy zdawać sobie sprawę, że
w chwili gniewu jest on na poziomie re-
gulacji podkorowej. To znaczy, działają
mechanizmy, które dzielą świat na „obcy
– swój”, „wrogi – przyjazny”, które opar-
te są na uproszczonym, atawistycznym
obrazie świata i rzeczywistości. Panowa-
nie nad sobą jest natomiast funkcją kory
przedczołowej. By pomóc pacjentowi pa-
nować nad sobą, trzeba przede wszystkim
przeprowadzić go z poziomu programu
„gadziego mózgu” na poziom programu
ludzkiego mózgu. W związku z tym, wmo-
mencie wystąpienia agresji z pewnością
nie ma sensu apelowanie o spokój. W ta-
kim momencie należy wykonać jakiś gest,
który będzie początkowo dostrojony do
tego pierwotnego poziomu. Stąd pomysł
podniesienia dłoni i donośne powiedze-
nie: „stop!”. To może także być powstanie
samemu zza biurka lub otwarcie okna,
by było chłodniej w pomieszczeniu. Po-
zornie te gesty nie mają pragmatycznego
znaczenia, ale dają możliwość bycia z pa-
cjentem na tym samym poziomie emocji,
by następnie zrobić pauzę. Taki moment
„stopklatki” otwiera pole do rozmowy.
Jeżeli nie doprowadzimy tej do przerwy
– pacjent nie ma szansy wrócić do po-
ziomu, w którym będzie się kontrolować.
Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że
w sytuacji wzburzenia nie ma żadnego
sensu tłumaczenie czy odwoływanie się
do wyższych wartości lub kultury osobi-
stej. Jest taka zasada w teorii inteligencji
emocjonalnej, mówiąca że nie łata się za-
topionej łódki. Najpierw zatopioną łódkę
należy wydobyć na powierzchnię, osuszyć
i dopiero załatać, by mogła płynąć dalej.
Podobnie trudno podejmować dyskusje
i negocjować z kimś, kto jest zatopiony
w swych emocjach.
–W jaki sposób radzić sobie na co dzień
ze stresem i napięciem wynikającym
z kontaktów z trudnym pacjentem?
– W Polsce jest wiele badań nad jako-
ścią życia pacjentów niedowidzących, ze
stwardnieniem rozsianym, ze schorzenia-
mi krążenia etc. Natomiast mamy bardzo
niewiele badań nad jakością życia lekarzy
i tym samym nad ich poziomem wypale-
nia zawodowego. Jest tylko kilka donie-
sień, z których wynika, że poziom wypa-
lenia zawodowego polskich lekarzy jest
nie mniejszy i nie większy niż światowy.
Światowy zaś jest bardzo wysoki. W Wiel-
Wypalenie zawodowe lekarzy bierze się
także z poczucia bezradności – dokładnie
z tego samego źródła, z którego wynika
agresja pacjenta.




