25
Pro Medico
•
listopad 2014
wspomnienia
u aga: agr sj
W debacie publicznej wielokrotnie pod-
noszono temat nadania zawodowi lekarza
statusu funkcjonariusza publicznego (pod-
miotu, który z uwagi na szczególną pozycję
zawodową lub posiadane kompetencje ko-
rzysta na gruncie polskiego prawa karne-
go ze specjalnej ochrony prawnej).
W art. 222 Kodeksu karnego czytamy: „Kto
narusza nietykalność cielesną funkcjona-
riusza publicznego lub osoby do pomocy
mu przybranej podczas lub w związku
z pełnieniem obowiązków służbowych
podlega grzywnie, karze ograniczenia wol-
ności albo pozbawienia wolności do lat
trzech.”
Od 1 stycznia 2012 roku ochroną przewi-
dzianą dla funkcjonariuszy publicznych
objęto zawód pielęgniarek i położnych.
Za ich znieważenie podczas wykonywania
obowiązków służbowych grozi kara okre-
ślona przepisami K.k. Wykonywanie zawo-
du lekarza i lekarza dentysty, podobnie
jak wykonywanie zawodu pielęgniarki lub
położnej narażone jest na agresję ze stro-
ny pacjentów, rozwiązania legislacyjne dla
tych pierwszych nie doczekały się jednak
pomyślnego finału, choć samorząd zawo-
dowy czyni starania, by ochrona praw-
na należała się także lekarzom. Już dziś,
w pewnych okolicznościach, ustawa chroni
lekarzy (określanych w tym kontekściemia-
nem„podmiotów korzystających z ochrony
prawnej przewidzianej dla funkcjonariusza
publicznego”).
W art. 44 czytamy: „Lekarzowi, który wyko-
nuje czynności w ramach świadczeń po-
mocy doraźnej lub w przypadku udzielania
pierwszej pomocy przysługuje ochrona
prawna należna funkcjonariuszowi pu-
blicznemu”.
O komentarz w sprawie poprosiliśmy
BiuroPrasoweNaczelnej Izby Lekarskiej:
„Naczelna Rada Lekarska wykonała działa-
nia, do których zobowiązywała ją uchwała
X Krajowego Zjazdu Lekarzy z 29 stycz-
nia 2010 roku występując do Minister-
stwa Sprawiedliwości w sprawie objęcia
lekarzy i lekarzy dentystów podczas wyko-
nywania czynności zawodowych ochroną
przewidzianą dla funkcjonariuszy publicz-
nych w ustawie z dnia 6 czerwca 1997 r. –
Kodeks karny.
Lekarz vs. funkcjonariusz publiczny
Ministerstwo Sprawiedliwości wyraźnie
zaznaczyło, że lekarze i lekarze dentyści
są objęci ochroną dla funkcjonariuszy pu-
blicznych przewidzianą w ustawie Kodeksu
karnego. Kwestia ta została jednoznacznie
uregulowana w art. 44 ustawy o zawodach
lekarza i lekarza dentysty, gdzie przyznaje
się ochronę prawno-karną należną funkcjo-
nariuszowi publicznemu temu lekarzowi,
który udziela pomocy doraźnej lub udzie-
la pomocy w przypadku, gdy zwłoka w jej
udzieleniu mogłaby spowodować niebez-
pieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszko-
dzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia
oraz w innych przypadkach nie cierpiących
zwłoki.
Należy natomiast podkreślić, że o ile lekarz
jest objęty ochroną dla funkcjonariuszy pu-
blicznych w wymienionych przypadkach
wynikających z art. 44 ustawy o zawodach
lekarza i lekarza dentysty, o tyle lekarz nie
jest funkcjonariuszem publicznym z racji
wykonywania zawodu” – podsumowuje
Katarzyna Strzałkowska, rzecznik prasowy
NIL.
AleksandraWiśniowska
kiej Brytanii około 40 proc. lekarzy miewa
symptomy wypalenia zawodowego. Wy-
palenie zaś polega na tym, że człowiek,
który wczoraj był zaangażowany, dziś sta-
je się cyniczny, wrogi i zgorzkniały. By do
tego nie dopuścić, trzeba rozpoznawać
pierwsze symptomy, niepokoić powinny
nas: sącząca się irytacja, niechęć wyjścia
z domu do pracy, niechęć do pacjentów,
trudności z zaśnięciem, skłonność do
objadania się i nadużywania używek. To
częściowo także pierwsze symptomy ze-
społu depresyjnego, jednak z badań wy-
nika, że wypalenie nie jest tym samym.
Do wypalenia zawodowego prowadzą
dwie ścieżki: pierwsza (rzadsza), to ścieżka
indywidualna, subiektywna lekarzy, któ-
rzy traktują swoją rolę zbyt idealistycznie,
którzy za wiele obiecują sobie i pacjentom,
osoby mocno zaangażowane – świeżo po
studiach czy specjalizacji (zwłaszcza leka-
rze leczący choroby przewlekłe, onkolo-
dzy, pediatrzy). Im większa idealizacja roli,
tym większe bywa rozczarowanie prowa-
dzące do wypalenia. Jednak z badań ostat-
nich lat wynika, że wypalenie zawodowe
lekarzy bierze się także z poczucia bezrad-
ności – dokładnie z tego samego źródła,
z którego wynika agresja pacjenta. Bez-
radność u lekarzy związana jest najczęściej
z niedomaganiami systemowymi, z małym
poczuciem kontroli i wpływu na to, co
można zrobić dla pacjentów, w jakich sche-
matach leczyć, do jakich środków mieć
dostęp, kombinacji biurokratycznej, etc.
Jest jeszcze czynnik dezaprobaty i braku
szacunku, który spotykamy m.in. w me-
diach, gdzie każde niedopatrzenie lekarza
trafia na pierwsze strony prasy, zaś osią-
gnięcia i zasługi – jeśli w ogóle – publiku-
je się na stronach końcowych. Nie można
zapomnieć o nadmiarze pracy, trudno-
ściach godzenia roli zawodowej z osobistą,
rodzinną. Sumowanie się tych wszystkich
czynników może prowadzić do wypalenia
zawodowego.
Optymistycznie mogę jednak zacyto-
wać wyniki nowych badań nad stresem,
przeprowadzonych przez amerykańskich
naukowców: Kellera i innych. Badanie wy-
konano na olbrzymiej grupie blisko kilku-
dziesięciu tysięcy zdrowych osób. Osiem
lat temu zapytano respondentów, czy
mają poczucie, że stres w ich życiu i pracy
jest na poziomie niskim, średnim, czy wy-
sokim. Okazało się, że po ośmiu latach, gdy
odtworzono przeżywalność w tej grupie,
blisko 30 proc. badanych określających
poziom stresu jako bardzo wysoki już nie
żyło, albo chorowało przewlekle. To jest zła
wiadomość. Dobra natomiast jest taka, że
w pakiecie pytań tego badania było pyta-
nie, czy uważasz, że stres jest szkodliwy dla
zdrowia? Duża część odpowiedziała, że tak.
Jednak były osoby, które odpowiedziały,
że nie. Proszę wyobrazić sobie, że ci, którzy
zmarli w grupie z najwyższym poziomem
stresu należeli do tych, którzy uważali stres
za szkodliwy dla zdrowia. Prawie wszyscy
z grupy nieuważających stresu za szkodli-
wy, pomimo że oceniali jego poziom bar-
dzo wysoko, przeżyli. To coś niebywałego.
To może oznaczać, że nastawienie jest
jeszcze silniejsze, niż samo działanie stresu.
Brzmi to prawie ezoterycznie. W tym kon-
tekście przypomina mi się wschodnie po-
wiedzenie, że „człowiek raczej dostaje to,
czego oczekuje, niż to, czego potrzebuje”.
Praca nad swoim nastawieniem, pomimo
tego że świat jest jaki jest, pomaga w przyj-
mowaniu trudności i przekierowaniu ener-
gii w pozytywną stronę. Pamiętajmy o tym,
napotykając„trudnych pacjentów”.
Na poziomie pierwotnych impulsów pacjent
czyta z sylwetki lekarza, czy ma siłę
wewnętrzną, czy może sam jest człowiekiem
zestresowanym lub napiętym, dumnym
lub „wyższościowym”.




