Background Image
Table of Contents Table of Contents
Previous Page  29 / 40 Next Page
Information
Show Menu
Previous Page 29 / 40 Next Page
Page Background

27

Pro Medico

postscriptum

marzec 2017

literatura

odpowiadał za „wydajność” przetwórni.

Jeśli z powodu choroby lub wypadku

członek załogi nie nadawał się do pracy

trwale, czyli do końca połowów lub przez

długi czas, istniała możliwość odesłania

go do Polski – decyzję taką podejmował

kapitan na podstawie pisemnego wnio-

sku lekarza. Była to decyzja bardzo trudna

i pociągająca za sobą wiele konsekwen-

cji – dla chorego, kapitana i jego załogi,

a także armatora.

Miałem nad czym myśleć – mogłem ode-

słać chłopaka do Polski na dalsze leczenie

i rehabilitację, ale wówczas „Budyń”, który

miał żonę i dziecko, niewiele by zarobił.

W Polsce mogły go też czekać dodatkowe

kłopoty np. potrącenie kosztów lecze-

nia szpitalnego, za które, póki co, zapłaci

armator.

Kapitan„Likomura”, który na pierwszy rzut

oka sprawiał wrażenie twardego i surowe-

go „wilka morskiego” – z wąsami i pokaź-

ną brodą – okazał się bardzo miłym i sym-

patycznym człowiekiem. Moje pierwsze,

pozytywne wrażenie o nim potwierdziło

się, gdy nie pytając mnie nawet, napełnił

dwie szklaneczki lodem i 12-letnią Chi-

vas Regal. Zastanawialiśmy się, co zro-

bić. Po drugiej szklaneczce Chivasa moja

sympatia do kapitana była jeszcze więk-

sza. Doszliśmy do zgodnego wniosku,

że „Budyń” zostanie na statku. Likomur

miał jeszcze łowić prawie trzy miesiące

i chłopak miał szansę zarobić na utrzyma-

nie rodziny. Kapitan obiecał znaleźć dla

niego jakieś zajęcie do czasu, aż radio-

oficer (który na statku bez lekarza pełnił

dodatkowo funkcję sanitariusza) usunie

mu gips. Ustaliliśmy harmonogram oraz

zakres prac, które „Budyń” mógł wykony-

wać. W razie jakichś problemów kapitan

obiecał kontaktować się ze mną przez

radiostację.

Prosił tylko, bym napisał raport z końco-

wego badania „tak normalnie”. Wiedzia-

łem, co to znaczy. Wypis ze szpitala też był

„normalny” i domyślałem się, kto maczał

w tym palce. Zobowiązałem się dostar-

czyć raport następnego dnia. Skończy-

liśmy rozmowę po trzeciej szklaneczce

Chivasa i wróciłem do siebie.

Zrezygnowałem z wyjścia do miasta, tym

bardziej, że zaczęło robić się ciemno.

Drugiego dnia rankiem obserwowałem

z mostka, jak przy pomocy holowników

„Likomur” wychodzi z portu w morze.

My wypłynęliśmy po następnych dwóch

dniach. Po mniej więcej miesiącu zosta-

łem poproszony do radiostacji. Radioofi-

cer z „Likomura” informował, że z „Budy-

niem” wszystko w porządku, czuje się

dobrze i normalnie pracuje. Mam też

pozdrowienia od kapitana, ale nie może

rozmawiać osobiście, bo łowią na okrągło

i„stary” jest bardzo zajęty.

Rozumiałem to dobrze.

Lekarz ZbigniewMazur,

specjalista chirurg,

Dąbrowa Górnicza

ciąg dalszy na str. 28

GALERIA

Notatki z podróży, Nowa Zelandia

notatki z podróży

Relacja z tej podróży znajdzie się w następnym, kwietniowym numerze pisma.

Autorką zdjęć jest dr

UrszulaWilczek

.

Siarkowe jeziorka Blu Lake i Emerald Lake – w drodze z Tongariro

.