23
Pro Medico
postscriptum
•
październik 2014
rozmowa
Joanna Wójcik: Lekarze rezydenci to
jedyna grupa lekarzy, których pensja
ustalana jest centralnie, czyli przez
Ministerstwo Zdrowia a nie dyrekcje
poszczególnych szpitali. Jakie są plusy
i minusy takiej sytuacji?
PrzemysławWaluch:
Plusem jest na pew-
no to, że rezydentura daje gwarancję stałej
pensji, która jest określana z góry. Dzięki
temu lekarze są równo traktowani. Wiemy,
na co możemy liczyć jeśli chodzi o finan-
se. Sam fakt dostania się na rezydenturę
daje nam zabezpieczenie pracy na cały
okres specjalizacji. Minusów póki co nie
dostrzegam. Rezydentura jest zdecydo-
wanie korzystniejsza z tego względu, że
daje gwarancję pracy i zatrudnienia przez
cały okres specjalizacji oraz gwarancję
doszkalania się, odbywania dodatkowych
staży, praktyk. Zapewnia także większe
poczucie bezpieczeństwa. W razie jakich-
kolwiek problemów z kontynuowaniem
specjalizacji w danej jednostce, posiada-
nie rezydentury daje mi większą możli-
wość kontynuowania jej w innymmiejscu.
Szpitale chętniej korzystają z usług rezy-
dentów, gdyż pensja jest wypłacana przez
Ministerstwo Zdrowia.
– Jakie są największe bolączki młodego
lekarza rezydenta?
– Początki pracy na własny rachunek są
ciężkie. Trzeba nauczyć się brać odpowie-
dzialność i podejmować słuszne decyzje.
Do tej pory w trakcie trwania praktyk na
studiach czy na stażu podyplomowym na-
sza rola głównie sprowadzała się do pracy
pod ścisłym nadzorem starszego kolegi
lub koleżanki. Na rezydenturze pracujemy
już na własne nazwisko.
– Czy na rezydenturze lekarze mają
możliwość doszkalania się, zdobywania
dodatkowych umiejętności?
– Jest taka możliwość. To w dużej mierze
zależy od szefa, jednak ja mam to szczę-
ście, że ordynator mojego oddziału jest
jak najbardziej za takimi stażami. Chętnie
zezwala lekarzom na uczestniczenie w ta-
kich inicjatywach. Dużo lekarzy z mojego
oddziału przejechało właściwie całą Euro-
pę, aby „podglądać” i uczyć się jak pracuje
się gdzieś indziej. Mam nadzieję, że ja rów-
nież będę miał taką możliwość. Aktualnie
jestem w trakcie załatwiania tygodniowe-
go seminarium z EFORT.
– Czy obawia się Pan o pracę po zakoń-
czeniu rezydentury?
– To jest zdecydowanie problem i oczy-
wiście się tego obawiam, jednak, póki co,
staram się koncentrować na swojej pracy
i na jak najlepszym wykorzystaniu czasu,
który mam na rezydenturze. Wychodzę
z założenia, że jeśli będę dobrym pracow-
nikiem i będę mógł dużo zaproponować,
to wierzę, że poradzę sobie ze znalezie-
niem zatrudnienia w charakterze specja-
listy w tym ośrodku bądź innym. Spore
umiejętności są kluczem do tego, aby być
kowalem swojego losu.
– Co wyróżnia rezydenturę z ortopedii?
– Różne specjalizacje mają różny program
specjalizacji, to na pewno. Różnią się tak-
że ilością kursów i staży. Ortopedia akurat
należy do tej dziedziny, gdzie jest stosun-
kowo dużo dodatkowych szkoleń, które
trzeba odbyć. Ortopedzi mają sześcioletni
okres specjalizacyjny. Dodatkowo, Cen-
trum Medyczne Kształcenia Podyplomo-
wego określiło w programie specjalizacji
z dziedziny ortopedii i traumatologii na-
rządu ruchu, iż mamy obowiązek odby-
wać pracę w ambulatorium ortopedycz-
no-urazowym nie mniej niż dwa miesiące
w ciągu dwóch pierwszych lat specjalizacji
oraz nie mniej niż dwa miesiące w trak-
cie pozostałych czterech lat. Dodatkowo
określono, iż mamy obowiązek pełnienia
dyżuróww oddziale urazowo-ortopedycz-
nymudzielającym świadczeńmedycznych
całodobowo w wymiarze nie mniejszym
niż trzy dyżury w miesiącu. Tak więc moja
specjalizacja jest specyficzna, zakłada bo-
wiem konieczność odbywania dyżurów,
oczywiście pod opieką lekarza specjalisty
i zawsze jest to pilnowane. Sytuacja ta nie
jest właściwa dla wszystkich specjaliza-
cji. Osobiście uważam, że praca na Izbie
Przyjęć na pewno jest przydatna dla mło-
dego człowieka, także z tego względu, że
jest to możliwość dodatkowego zarobku.
Tam można zmierzyć się z podstawami
ortopedii i traumatologii, jest możliwość
wykazania się, co daje satysfakcję z pracy
i większą motywację do działania.
– Praca lekarza wiąże się z ogromną
odpowiedzialnością. Czy w ślad za nią
podąża satysfakcja zawodowa z rezy-
dentury?
– Myślę, że rezydentura nie ma tu nic do
rzeczy. Osobiście nie wyobrażam sobie,
jak mógłbym pracować jako lekarz i nie
czerpać z tej pracy satysfakcji. Wiadomo,
że na lekarzu ciąży duża presja, ale im
wcześniej się z nią oswoję, tym będę le-
piej wykonywał swoje obowiązki. Począ-
tek specjalizacji, o czym wspominali mi
moi starsi koledzy, jest naprawdę dobrym
czasem, ponieważ wszystko, co robię, jest
nowe, tak więc staram się czerpać z tego
okresu jak najwięcej mogę.
– Jak układa się Pana współpraca z pa-
cjentami?
– Staram się podchodzić do każdego pa-
cjenta z dużą dozą empatii oraz zrozumie-
nia. Nie zawsze jednak z drugiej strony
mogę liczyć na rewanż. Niestety, pacjenci
są obecnie bardzo roszczeniowi, często
spotykam się z problemem agresji pacjen-
tów i ich rodzin w stosunku do lekarzy. Na
studiach nie sądziłem, że problem ten jest
Wszystko,
co robię, jest nowe
Rozmowa z dr. Przemysławem Waluchem
Fot.: Joanna Wójcik
Dr Przemysław Waluch – ukończył Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach
w 2012 roku. Staż odbywał w Szpitalu Specjalistycznym im. S. Starkiewicza w Dąbrowie
Górniczej. Obecnie kończy pierwszy rok specjalizacji z ortopedii i traumatologii narządu
ruchu na Oddziale Urazowo-Ortopedycznymw Szpitalu Miejskimw Sosnowcu. Interesu-
je się siatkówką. W przyszłości planuje doktorat. Chciałby odbyć staż zagraniczny.
ciąg dalszy na str. 24




