25
Pro Medico
postscriptum
•
październik 2014
sport
Polski Związek Łowiecki zorganizował we wrześniu br. Puchar Opolszczyzny na strzelni-
cy w Opolu. Zawody strzeleckie odbyły się w pełnym sześcioboju myśliwskim w konku-
rencjach skeet, trap, bażant, zając, dzik i rogacz. Reprezentantka Śląskiej Izby Lekarskiej
dr n. med.
Bibiana Sobczyk
pokazała po raz kolejny mistrzowską formę zdobywając
miejsce na najwyższym stopniu podiumw kategorii kobiet z wynikiem 396 pkt/500. Ser-
decznie gratulujemy!
(bs)
Od kilku lat Śląska Izba Lekarska jest
„wyborowo” reprezentowana w dyscy-
plinach strzeleckich podczas Igrzysk Le-
karskich w Zakopanem.
W czterech kategoriach (dwóch pistoleto-
wych, karabinowej i wieloboju strzeleckim)
XII edycji wydarzenia stanęły panie, pano-
wie oraz osoby towarzyszące.
Grażyna
Chimiczewska
zdobyła komplet czterech
złotych medali.
Kazimierz Klecz
uplaso-
wał się na piątej pozycji w wieloboju oraz
pistolecie centralnego zapłonu.
Marek Pa-
ściak
zdobył dwa srebrne medale: w pisto-
lecie sportowym i wieloboju strzeleckim.
Przemysław Chimiczewski
kolejny raz
zebrał całą pulę złotych medali.
PrzemysławChimiczewski
XII Igrzyska
Lekarskie
w Zakopanem
Złoto dla reprezentantki ŚIL
Dr Bibiana Sobczyk (w środku) na najwyższym stopniu podium.
Co ja robię na tym słupku? Dwa lata pły-
wania stylem kuracjusza z Ciechocinka,
a Ty zabierasz się za Z A W O D Y?! Przecież
tu trzeba zasuwać jak dziki zwierz, a Ty le-
dwo 100m przepływasz! A jak będzie po-
śmiewisko? Dlaczego sędzia tak długo nie
gwiżdże? Zagwizdał! Dlaczego tak szyb-
ko?! Przecież ja jeszcze nie jestem gotowy!
Nie ma wyjścia, nie mogę tak sterczeć na
słupku jak chochoł, bo czas ucieka, ludzie
patrzą, wstyd na całą wieś będzie. Sru!
…obraz mignął, lekki wiaterek musnął
twarz w trakcie lotu w kierunku tafli wody.
Au! Trzeba było jednak trochę bardziej
nogi wyprostować. Lot był krótki, lądo-
wanie twarde, ale co tam. Najgorsze za
nami! Parę machnięć nogami i jestem na
tafli wody. Wody? A to walnięcie udami nie
było o beton? Co ja to miałem robić teraz?
Aha, ścigać się! Pewnie z tymi ludźmi, któ-
rych stopy właśnie mnie mijają. No, to do
dzieła! 50 metrów szybko minie. Dziesięć
machnięć i będziesz mieć połowę trasy za
sobą, oczywiście jak tylko zrobisz „profe-
sjonalną” nawrotkę i nie skończysz jej na
dnie albo torze sąsiada.
...9, 10, 11, to już! Coś chyba za blisko pod-
płynąłeś. Zaraz, zaraz, jak to się robiło? Naj-
pierw ręce wzdłuż ciała, czy głowa do klat-
ki? A nogi? Czy można stąd zadzwonić na
miasto?! Instynkt jednak nie zawodzi... tak
do końca. Trochę zaryłeś o dno, ale finalnie
masz nadany dobry kierunek. Ale chwi-
la, co to za dziwne uczucie? A już wiem!
Hipoksja. Mniejsza o wyścig, nie można
się teraz utopić, bo w poniedziałek dyżur.
Od przyszłego tygodnia poćwiczę na-
wroty. Teraz oddech. Powinien rozwiązać
problem hipoksji i tych innych zaburzeń.
Oczywiście, jak tylko uda się pokonać te
100 cm do powierzchni.
Co za cudowne uczucie móc jednak od-
dychać. Powietrze jest, nogi są, ręce też
na kursie, ale gdzie przeciwnicy? O, trochę
mnie odstawili. 10metrów to nie tak dużo...
jak się jedzie np. samochodem czy rowe-
rem. Czemu ja się na MTB nie zapisałem?
Przecież mam nawet rower. Może za rok.
Teraz trzeba gnać. Full power! Nogi, ręce –
ma być dynamit! 35 metrów za Tobą, a Ty
już siły nie masz? Trzeba było więcej ćwi-
1000 myśli na sekundę
czyć, leniu. Wszyscy przeciwnicy już wiszą
przy słupkach, więc będziesz ostatni. Może
by odpuścić? Odpocząć? NIGDY! Już tylko
10 metrów! 9... 8... 7... 6... o matko, nie dam
rady! 5... 4... 3… 2...1 ściana! Jest! Koniec!
Nigdy więcej! Po co się było tak męczyć,
jak mogłeś spokojnie siedzieć na kanapie?
Ciekawe jaki miałeś czas? A może następ-
nym razem było by szybciej? A może na-
wet jakiś medal? Ale by było! Czy może
mnie ktoś stąd wyciągnąć?
A wydawało się, że podczas kilkudziesię-
ciosekundowego wyścigu niewiele się
myśli...
XII LETNIE IGRZYSKA LEKARSKIE
Moje drugie. Wierzyć się nie chce, że orga-
nizatorzy są w stanie ogarnąć tak ogromną
imprezę: trzy dni, 44 konkurencje w kilku
lokalizacjach, setki zawodników. Do tego
codziennie ceremonia medalowa, z opra-
wą muzyczną i niepowtarzalna atmosfera,
której próżno szukać na typowych impre-
zach lekarskich.
Na pierwsze Igrzyska pojechałem z cieka-
wości, bo namówił mnie kolega. Umiałem
pływać, jeździć na rowerze, więc pojecha-
łem się przepłynąć i przejechać. To wy-
starczyło, by połknąć bakcyla i zapisać się
na tegoroczne zmagania. Jako że nie było
konkurencji w siedzeniu na kanapie, to
wybrałem swoją drugą... trzecią (po MTB)
ulubioną dyscyplinę, czyli pływanie: po
50 i 100 m stylem klasycznym i dowolnym
oraz 50 m stylem grzbietowym.
Nie liczyłem na jakiekolwiek zwycięstwo,
Wiem, nie chodzi o medale, ale nie uwierzę,
jeśli ktoś powie, że nie czuje radości po
udekorowaniu tym kawałkiem metalu. A jeśli są
to jeszcze dwa krążki? Dla takiego żółtodzioba
jak ja, to niesamowite wyróżnienie.
ciąg dalszy na str. 26




