Background Image
Table of Contents Table of Contents
Previous Page  27 / 40 Next Page
Basic version Information
Show Menu
Previous Page 27 / 40 Next Page
Page Background

25

Pro Medico

postscriptum

październik 2014

sport

Polski Związek Łowiecki zorganizował we wrześniu br. Puchar Opolszczyzny na strzelni-

cy w Opolu. Zawody strzeleckie odbyły się w pełnym sześcioboju myśliwskim w konku-

rencjach skeet, trap, bażant, zając, dzik i rogacz. Reprezentantka Śląskiej Izby Lekarskiej

dr n. med.

Bibiana Sobczyk

pokazała po raz kolejny mistrzowską formę zdobywając

miejsce na najwyższym stopniu podiumw kategorii kobiet z wynikiem 396 pkt/500. Ser-

decznie gratulujemy!

(bs)

Od kilku lat Śląska Izba Lekarska jest

„wyborowo” reprezentowana w dyscy-

plinach strzeleckich podczas Igrzysk Le-

karskich w Zakopanem.

W czterech kategoriach (dwóch pistoleto-

wych, karabinowej i wieloboju strzeleckim)

XII edycji wydarzenia stanęły panie, pano-

wie oraz osoby towarzyszące.

Grażyna

Chimiczewska

zdobyła komplet czterech

złotych medali.

Kazimierz Klecz

uplaso-

wał się na piątej pozycji w wieloboju oraz

pistolecie centralnego zapłonu.

Marek Pa-

ściak

zdobył dwa srebrne medale: w pisto-

lecie sportowym i wieloboju strzeleckim.

Przemysław Chimiczewski

kolejny raz

zebrał całą pulę złotych medali.

PrzemysławChimiczewski

XII Igrzyska

Lekarskie

w Zakopanem

Złoto dla reprezentantki ŚIL

Dr Bibiana Sobczyk (w środku) na najwyższym stopniu podium.

Co ja robię na tym słupku? Dwa lata pły-

wania stylem kuracjusza z Ciechocinka,

a Ty zabierasz się za Z A W O D Y?! Przecież

tu trzeba zasuwać jak dziki zwierz, a Ty le-

dwo 100m przepływasz! A jak będzie po-

śmiewisko? Dlaczego sędzia tak długo nie

gwiżdże? Zagwizdał! Dlaczego tak szyb-

ko?! Przecież ja jeszcze nie jestem gotowy!

Nie ma wyjścia, nie mogę tak sterczeć na

słupku jak chochoł, bo czas ucieka, ludzie

patrzą, wstyd na całą wieś będzie. Sru!

…obraz mignął, lekki wiaterek musnął

twarz w trakcie lotu w kierunku tafli wody.

Au! Trzeba było jednak trochę bardziej

nogi wyprostować. Lot był krótki, lądo-

wanie twarde, ale co tam. Najgorsze za

nami! Parę machnięć nogami i jestem na

tafli wody. Wody? A to walnięcie udami nie

było o beton? Co ja to miałem robić teraz?

Aha, ścigać się! Pewnie z tymi ludźmi, któ-

rych stopy właśnie mnie mijają. No, to do

dzieła! 50 metrów szybko minie. Dziesięć

machnięć i będziesz mieć połowę trasy za

sobą, oczywiście jak tylko zrobisz „profe-

sjonalną” nawrotkę i nie skończysz jej na

dnie albo torze sąsiada.

...9, 10, 11, to już! Coś chyba za blisko pod-

płynąłeś. Zaraz, zaraz, jak to się robiło? Naj-

pierw ręce wzdłuż ciała, czy głowa do klat-

ki? A nogi? Czy można stąd zadzwonić na

miasto?! Instynkt jednak nie zawodzi... tak

do końca. Trochę zaryłeś o dno, ale finalnie

masz nadany dobry kierunek. Ale chwi-

la, co to za dziwne uczucie? A już wiem!

Hipoksja. Mniejsza o wyścig, nie można

się teraz utopić, bo w poniedziałek dyżur.

Od przyszłego tygodnia poćwiczę na-

wroty. Teraz oddech. Powinien rozwiązać

problem hipoksji i tych innych zaburzeń.

Oczywiście, jak tylko uda się pokonać te

100 cm do powierzchni.

Co za cudowne uczucie móc jednak od-

dychać. Powietrze jest, nogi są, ręce też

na kursie, ale gdzie przeciwnicy? O, trochę

mnie odstawili. 10metrów to nie tak dużo...

jak się jedzie np. samochodem czy rowe-

rem. Czemu ja się na MTB nie zapisałem?

Przecież mam nawet rower. Może za rok.

Teraz trzeba gnać. Full power! Nogi, ręce –

ma być dynamit! 35 metrów za Tobą, a Ty

już siły nie masz? Trzeba było więcej ćwi-

1000 myśli na sekundę

czyć, leniu. Wszyscy przeciwnicy już wiszą

przy słupkach, więc będziesz ostatni. Może

by odpuścić? Odpocząć? NIGDY! Już tylko

10 metrów! 9... 8... 7... 6... o matko, nie dam

rady! 5... 4... 3… 2...1 ściana! Jest! Koniec!

Nigdy więcej! Po co się było tak męczyć,

jak mogłeś spokojnie siedzieć na kanapie?

Ciekawe jaki miałeś czas? A może następ-

nym razem było by szybciej? A może na-

wet jakiś medal? Ale by było! Czy może

mnie ktoś stąd wyciągnąć?

A wydawało się, że podczas kilkudziesię-

ciosekundowego wyścigu niewiele się

myśli...

XII LETNIE IGRZYSKA LEKARSKIE

Moje drugie. Wierzyć się nie chce, że orga-

nizatorzy są w stanie ogarnąć tak ogromną

imprezę: trzy dni, 44 konkurencje w kilku

lokalizacjach, setki zawodników. Do tego

codziennie ceremonia medalowa, z opra-

wą muzyczną i niepowtarzalna atmosfera,

której próżno szukać na typowych impre-

zach lekarskich.

Na pierwsze Igrzyska pojechałem z cieka-

wości, bo namówił mnie kolega. Umiałem

pływać, jeździć na rowerze, więc pojecha-

łem się przepłynąć i przejechać. To wy-

starczyło, by połknąć bakcyla i zapisać się

na tegoroczne zmagania. Jako że nie było

konkurencji w siedzeniu na kanapie, to

wybrałem swoją drugą... trzecią (po MTB)

ulubioną dyscyplinę, czyli pływanie: po

50 i 100 m stylem klasycznym i dowolnym

oraz 50 m stylem grzbietowym.

Nie liczyłem na jakiekolwiek zwycięstwo,

Wiem, nie chodzi o medale, ale nie uwierzę,

jeśli ktoś powie, że nie czuje radości po

udekorowaniu tym kawałkiem metalu. A jeśli są

to jeszcze dwa krążki? Dla takiego żółtodzioba

jak ja, to niesamowite wyróżnienie.

ciąg dalszy na str. 26